Marek Michalak, mieszkaniec Gorzyc Wielkich był uczestnikiem teleturnieju 1 z 10. Wystąpił w 121 edycji tego programu, w 2 odcinku.
Marek Michalak w rozmowie dla Informatora opowiada o swoich zainteresowaniach, sposobach zdobywania wiedzy, samym udziale w programie i towarzyszących emocjach.
Anna Kląskała: Podczas wizytówek poprzedzających I etap teleturnieju uczestnicy przedstawiają się, mówią kilka słów o sobie. Przybliżmy naszym czytelnikom Pana osobę. Jakie są Pana zainteresowania?
Marek Michalak: Jestem mieszkańcem Gorzyc Wielkich. Mam szeroki wachlarz zainteresowań. Łatwiej byłoby powiedzieć czym się nie interesuję. Głównie interesuje mnie medycyna, biologia oraz ziołolecznictwo. Dobrze czuję się w dziedzinie astronomii i filozofii, a także historii. Na drugim planie również znalazłaby się polityka. Wymieniłbym tez literaturę.
A.K.: Pański zakres zainteresowań jest bardzo szeroki i imponujący. Kiedy pierwszy raz pojawiła się u Pana chęć udziału w teleturnieju telewizyjnym?
M.M.: Pomysł wzięcia udziału w teleturnieju „Jeden z dziesięciu” kiełkował w mojej głowie już od dosyć dawna, mniej więcej dwóch lat.
A.K.: Czy ktoś zachęcił Pana do wysłania zgłoszenia do teleturnieju?
M.M.: Już rok temu miałem wystąpić w tym teleturnieju, jednak rodzice i moje otoczenie uznali, że jeszcze nie jestem gotowy. Na początku miałem im za złe, że podcinają mi skrzydła. Lecz w tym wypadku sprawdziło się przysłowie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z czasem uświadomiłem sobie, że jadąc z takim stanem wiedzy, jaki miałem rok temu, w teleturnieju tego typu przepadłbym z kretesem.
A.K.: Czyli ten kolejny rok był potrzebny, żeby poszerzyć wiedzę, wzbogacić ją?
M.M.: Myślę, że bardzo. Moim zdaniem różnica między mną sprzed roku, a mną obecnie jest większa niż przez całe lata mojego życia. Tak wielki skok nastąpił, nie tylko w kwestii wiedzy, ale i życia.
A.K.: Jak przebiega rekrutacja do odcinków emitowanych w telewizji?
M.M.: Najpierw są eliminacje, odbyły się one w Poznaniu. Samo przejście eliminacji nie przysporzyło mi stresu. Byłem dużo spokojniejszy niż towarzyszące mi mama
i siostra. Powiedziałem sobie, że wejdę i odpowiem na pytania, i wyjdę. Miejmy to za sobą. Było 20 pytań, na odpowiedź był nieograniczony czas i mogłem zmieniać swoje zapisane odpowiedzi. Aby dostać się do telewizyjnego odcinka trzeba było odpowiedzieć prawidłowo na 16 pytań. Ja zdobyłem 18 punktów.
A.K.: Jak poszerza Pan swoją wiedzę, przygotowuje się do udziału w teleturnieju?
M.M.: Od jakiegoś czasu do poszerzenia wiedzy podchodzę w sposób nietypowy. Nie ograniczam się tylko do czytania. Zapamiętuję najlepiej informacje, kiedy i czytam, i piszę, np. na komputerze. Zapisuję też zdobyte wiadomości odręcznie lub nagrywam na dyktafon. Mój innowacyjny sposób to zapamiętywanie wierszem. To jest moja pasja – wierszowanie. Nawet myślałem, żeby wierszować odpowiedzi w „Jeden z dziesięciu”. Jednak stres nie pozwolił mi na wprowadzenie tego sposobu. Ćwiczę umysł rozwiązując zadania matematyczne. Czterocyfrowe liczby dodaje w przeciągu 2-3 sekund.
A.K.: To dla wielu zapewne trudna metoda uczenia się. Znalezienie rymu i jeszcze zapamiętanie nowych wiadomości wymaga pewnych umiejętności.
M.M.: Szczerze mówiąc, są takie dni, w których ja dosłownie myślę – rymując. To technika mniej oczywista, ale najważniejsze, że skuteczna.
A.K.: Jak wygląda u Pana dzień poprzedzający występ w teleturnieju?
M.M.: Do końca, do samego występu w teleturnieju poszerzam swoją wiedzę. Noc poprzedzającą mój wyjazd do Lublina nie mogłem zasnąć. Pojawiła się świadomość tego, co jutro się wydarzy. Emocje były ogromne. Byłem bardzo zdeterminowany i nastawiony na sukces.
A.K.: Miał Pan przygotowaną strategię gry w teleturnieju?
M.M.: Moja strategia gry była prosta, ale dla niektórych trochę dziwna. Z jednej strony nie wyróżniać się i to pod żadnym względem, czyli nie udawać geniusza ani człowieka, który nic nie wie. Stwierdziłem, że w jednym i drugim przypadku wzięliby mnie na celownik. Postanowiłem stać z tyłu i po prostu cierpliwie czekać, kiedy zostanę zapytany. Wykorzystałem też wiedzę z psychologii, uznałem że patrzenie w oczy może innego gracza sprowokować. Być może dlatego zostałem oszczędzony w II rundzie i nie byłem nadmiernie atakowany pytaniami.
A.K.: Jaka jest Pana recepta na sukces?
M.M.: Wiedza przede wszystkim, ale szczęście też ma znaczenie.
A.K.: W jaki sposób radził sobie Pan ze stresem?
M.M.: Przed telewizorem wszystko się wie, człowiek się dziwi jak zawodnik mógł nie znać odpowiedzi. W studio jest inaczej. Gdyby stres był niższy, myślę że mój wynik byłby nawet dwukrotnie większy. Mam takie stany, że cała wiedza, którą do tej pory zdobyłem uwalnia się z mojej głowy. Ale w programie niestety było odwrotnie.
A.K. Jakie czynniki najbardziej potęgowały stres? Presja 3 sekund na odpowiedź, kamery?
Kamery raczej nie. Bardziej to, że długo nastawiałem się na zwycięstwo. Zapomniałem
o zasadzie, która rządzi światem: im bardziej czegoś chcesz, tym mniejsze szanse, że to otrzymasz. I tak było w moim przypadku. Mogłem podejść z nastawieniem, że jak wygram to wygram, a jak nie, to też nic się nie stanie.
A.K.: Jakie emocje towarzyszyły Panu po drugim etapie, gdy wiedział już Pan, że dostał się do finału odcinka?
M.M.: Nie wierzyłem, wydawało mi się, że śnię. Jednak to nie był sen, faktycznie dostałem się do finału. Jedna z zawodniczek postanowiła pytać po kolei, eliminując poszczególnych zawodników. Zagalopowała się w swojej strategii i postanowiła wyeliminować jeszcze mnie. Wyznaczyła mój numer, ale zostało już tylko trzech graczy. Nie było już opcji pytania. Tadeusz Sznuk żartobliwie odpowiedział, że nie zapyta zawodnika, nie zgadza się na pytanie. To był taki zabawny przerywnik w tym teleturnieju.
A.K.: Co dało Panu uczestnictwo w teleturnieju?
M.M.: Ogromnie wzrosła moja pewność siebie. Moja samoocena poszybowała w kosmos, bo wiem, że nie jestem chucherkiem, który da sobie w kaszę dmuchać. Niedowiarkom udowodniłem, że mogę osiągnąć sukces.
A.K. Jakie są Pana plany odnośnie udziału w teleturniejach?
M.M.: W planach mam wystartowanie w teleturnieju „Gra słów”, wysłałem już swoje zgłoszenie. Oprócz tego w najbliższej przyszłości, chciałbym spróbować swoich sił
w teleturnieju „Va banque” i w „Milionerach”. Myślę że będzie to po zakończeniu pandemii
i zniesieniu pewnych restrykcji.
A.K.: Życzymy sukcesów w kolejnych teleturniejach.

