• 17 kwietnia 2026

„Plurimos Annos” dla Anny Szyszki

Zastępca wójta Gminy Ostrów Wielkopolski Paweł Małuszek osobiście złożył życzenia Annie Szyszce z Topoli Małej, która w niedzielę 4 stycznia skończyła 104 lata. A najstarsza mieszkanka gminy odpowiedziała tak, jak na solistkę chóru przystało – śpiewająco.

Są takie spotkania, które nie potrzebują wielkich scen ani konferansjera z mikrofonem. Wystarczy rodzinna atmosfera, kilka bliskich twarzy i głos, który – choć upłynęły całe dekady – wciąż potrafi postawić kropkę nad „i”.

Urodziny, które mają swój rytm

Stan zdrowia Pani Anny Szyszki – jak podkreślają bliscy – jest wyśmienity i adekwatny do wieku. Urodzona 4 stycznia 1922 roku seniorka jest „perłą w koronie” rodziny, a długowieczność w genach kobiet – jak mówią najbliżsi – ma być w tej rodzinie czymś, co przekazuje się jak dobrze strzeżoną recepturę.

Tego dnia, obok życzeń, były także konkretne, piękne gesty. Solenizantka otrzymała list gratulacyjny od wójta Gminy Ostrów Wielkopolski Dariusza Pryczaka oraz przewodniczącego Rady Gminy Ostrów Wielkopolski Michała Szymoniaka. Do życzeń dołączono również kosz ze słodkościami – a to prezent skrojony idealnie pod jubilatkę, bo Pani Anna słodkości po prostu uwielbia.

„Plurimos annos”, czyli „sto lat” po łacinie

W domu solenizantki muzyka nie jest epizodem. Córki Pani Anny – poza genem długowieczności – odziedziczyły wyraźne zamiłowanie do śpiewu. Wspólnie z mamą brawurowo wykonały w oryginale utwór „Plurimos Annos” – a to po łacinie dosłownie „sto lat”. W tej wersji brzmi to jak elegancka, stara formuła życzeń, która nie traci aktualności. Solistka tego dnia dała jeszcze kilka wykonań, a jej śpiewu słuchali nie tylko domownicy i wspomniany zastępca wójta. Wśród gości byli także Piotr Kuroszczyk, były włodarz gminy, oraz radny Rafał Dolata – prywatnie wnuk Pani Anny.

Ptasie mleczko, pieczyste i brak „żelaznych zasad”

Rodzina jubilatki podkreśla, że seniorka nigdy szczególnie nie trzymała się żadnej diety. Wręcz przeciwnie: słodkości są jej słabością, a ulubionym przysmakiem pozostaje niezmiennie ptasie mleczko. Zamiast gotowanego mięsa wybierze pieczone, natomiast ser – jak mówią bliscy – nie jest jej ulubionym kierunkiem smakowym. To drobiazgi, które w takich opowieściach działają jak światło w kadrze: nagle widać charakter, przyzwyczajenia, zwyczajną radość z małych rzeczy.

Talent odkryty wcześnie – i doceniony wysoko

Pani Anna urodziła się w Topoli Małej jako trzecie dziecko z czwórki Marianny i Adama Paduchów. Uczęszczała do miejscowej Szkoły Podstawowej, a z dokumentów szkolnych wynika, że naukę ukończyła w 1936 roku. I właśnie tam odkryto jej talent – operowy głos, którym miała okazję raczyć szkolnych rówieśników przy akompaniamencie skrzypiec Antoniego Pawlaczyka, nauczyciela muzyki.

Na talencie Pani Anny poznał się także arcybiskup poznański, który w 1936 roku, podczas uroczystości kościelnych, usłyszał wyróżniający się z tłumu głos czternastoletniej wówczas dziewczyny. Zauroczony młodym talentem udał się do domu rodzinnego i poprosił matkę o pozwolenie na udział córki w próbach Chóru św. Cecylii w Gorzycach Wielkich. Pod okiem dyrygenta Stanisława Mruli Pani Anna śpiewała aż do wybuchu II wojny światowej. Jest na historycznym zdjęciu Chóru, który dziś nazywa się „Radość” i który niedawno, bo w październiku 2025 roku ochodził hucznie swoje 90-lecie.

Wojna: praca w lasach, Sieradz i ucieczka „kostusze spod kosy”

Potem przyszła wojna – moment, w którym biografie tracą lekkość, a nabierają ciężaru. Pani Annę oddelegowano do prac w pobliskich lasach, gdzie zajmowała się głównie nasadzaniem. Następnie przetransportowano ją do Sieradza, prawdopodobnie do tzw. arbeitslager. Rodzina opowiada o ucieczce, która miała miejsce w chwili skrajnej: Pani Anna i jej koleżanka, także mieszkanka Topoli Małej, miały kopać sobie groby. Uciekły – dosłownie „kostusze spod kosy”. Do końca wojny obie kobiety ukrywały się w różnych miejscach, najczęściej po domostwach, trzymając bezpieczny dystans od gestapowców.

Po wojnie: sopran, gospodarstwo i wielka rodzina

Gdy wojna się zakończyła, Pani Anna wróciła do śpiewania. Była solistką z charakterystycznym wysokim sopranem. W 1945 roku wyszła za mąż za Kazimierza Szyszkę i razem prowadzili małe gospodarstwo rolne. Doczekali się trojga dzieci. Dziś rodzinne drzewo genealogiczne ma rozłożyste gałęzie: najstarsza córka ma 79 lat, a Pani Anna jest babcią ośmiorga wnucząt, prababcią 15 prawnuków i praprababcią trojga praprawnuków.

Spokojna starość, która ma własny głos

Pani Anna Szyszka to aktualnie prawdopodobnie najstarsza mieszkanka Gminy Ostrów Wielkopolski. Jeśli szukać określenia „spokojna starość”, to ostatnie lata jej życia zdają się być tego definicją: opieka najbliższych, szczególnie córki Ireny, codzienność tocząca się w rytmie domu, a jednak wciąż z miejscem na muzykę – tę, która towarzyszy jej od szkolnych lat.

Tomasz Wojciechowski (media@ostrowwielkopolski.pl)

Edyta Denkowska

Read Previous

Budżet ambitny i wymagający

Read Next

10 lat!

Leave a Reply